• Wpisów:8
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:74 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 731 / 211 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Dobra, poddaje się- mówiłam przyciśnięta do maty przez Lukasa.
Był to nasz kolejny trening , a ja kolejny raz leżałam pod nim przytłoczona jego ciężarem.
- Oj dziewczynko musisz jeszcze poćwiczyć- uśmiechnął się ,odsłaniając przy tym szereg białych zębów.
- No co ty nie powiesz- wywróciłam teatralnie oczami.
Chłopak widząc wyraz mojej twarzy, która nie ukazywała żadnych emocji, zaczął się śmiać.
Czas spędzony z nim był zupełnie inny, niż sobie wyobrażałam. Przy swoich ludziach silny, poważny z śmiercią w oczach. Przy mnie uśmiechnięty, zabawny, wyluzowany. Dużo rozmawiamy, to pewnie przez to nie krępuje się przede mną. Staje się przy nim dziwnie spokojna. Jakby nas coś mocnego łączyło. Jakaś dziwna więź, której nie umiem wyjaśnić.
- Przestań się dąsać- złapał mnie za policzki, jak dziecko- Wstawaj- podniósł się- Pojedziemy na wycieczkę- wyciągnął w moją stronę rękę.
Widząc jego minę szczeniaczka nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Chłopak patrzył się na mnie jak na wariatkę, a ja turlałam się po macie ze śmiechu.
-Yyyy…? - drapał się po głowie z zdezorientowana miną- Mi czy wszystko z tobą w porządku ?
- Ta..ak..- wydukałam przez śmiech – Żałuj, że nie widziałeś swojej miny- znowu zaczęłam się śmiać- Wyglądałeś jak…jak… jak zbity szczeniaczek!!- krzyknęłam, nie panując nad sobą.
- Mi- złapał się za głowę – Co ty masz z tymi zwierzętami? – kręcił z niedowierzaniem- Wczoraj, jak się podciągałem na drążku to śmiech, bo wyglądam jak małpa szukająca banana, ostatnio jak Sid z jakieś bajki, a dziś jak szczeniaczek. Ehh…
- No co ci poradzę, że twoja osobowość jest zwierzęca- uśmiechnęłam się- Myślałeś kiedyś, żeby założyć zoo. Był byś jako wszystkie zwierzęta świata- przeturlałam się bliżej niego.
- Kiedy ty dorośniesz?- zapytał , chowając twarz e dłonie.
- Szczerze? – podniosłam się- Nigdy- stwierdziłam poważnie i poszłam pod prysznic.
Wjechałam windą do holu, a z niego udałam się wprost do mojego pokoju. Wchodząc nuciłam sobie jakąś piosenkę i podeszłam do szafy. Z szuflady wyjęłam bieliznę. Przeszłam krok dalej i otworzyłam drzwi do mojej Narnii. Same ciemne kolory. Wyjęłam szybko czarną bluzę i tego samego koloru spodnie z dziurami. Od razu z rzeczami skierowałam się swojej łazienki. Nie czekając długo zrzuciłam wszystko z siebie, odsłaniając przy tym swoje umięśnione ciało. W głowie utkwiła mi piosenka, która cały czas nuciłam. Pod prysznicem odkręciłam zimna wodę. Rozkoszowałam się każdą lodowatą kroplą , która zmywała z mojego ciała pot po treningu.
Chyba dość długo tam siedziałam , bo usłyszałam walenie w drzwi łazienki:
- Ile czasu można brać prysznic? Co ty tam tunel kopiesz?- mówił Lukas.
Szybko wyskoczyłam, wycierając się prawie w powietrzu. Moje ubieranie trwało sekundy.
Wyszłam powoli, spokojnie jakbym wcale się nie śpieszyła. Chłopak leżał rozłożony na moim łóżku.
Gdy mnie zobaczył podniósł się na łokciach i zapytał:
- Nic sobie nie zrobiłaś, jak tak szybko wyskoczyłaś spod tego prysznica?
Zaczęłam lekko tracić grunt pod nogami, ale szybko się otrząsnęłam.
- Wypomnieć Ci jak na spotkanie szykowałeś się dwie i pół godziny?- uśmiechnęłam się tryumfalnie ,a on zrobił się czerwony i pokręcił szybko głową- Też tak myślę- pokazałam mu białe ząbki.
- No dobra- podskoczył- Czas ruszać. -Panienka pozwoli?- podał mi rękę.
-Ależ oczywiście – zeszliśmy na dół do auta.
Przechodząc do zaparkowanego przed willą auta jego twarz znowu przybrała wyraz bez uczuć. Ja za to się uśmiechałam. Za każdym razem , gdy wyjeżdżał zbierałam ludzi i z nimi rozmawiałam. Wiedziałam kto mnie nie lubi, a kto tak. Na pewno wiem, że wszyscy się mnie boją. Nie wiem czemu, ale tak jest. Gdy jestem zdenerwowana, nikt nie odważy mi się sprzeciwić i wykonują wszystkie moje polecenia. Nie mówię, że mi się to nie podoba. Jakąś władze musze mieć nad nimi.
Wsiadamy do jego czerwonego mustanga z przyciemnianymi szybami i w magiczny sposób jego twarz rozpromienia się. Nie pytam dlaczego tak robi, bo wiem. Chce mieć pełną kontrole i respekt. Wyznaje on tą samą zasadę do Nick. Wszyscy musza się go bać. Wtedy wie, że ma władze.
-A gdzie my w zasadzie jedziemy ?- zapytałam przerywając chwilę ciszy.
- Przekonasz się maleńka- uśmiechnął się i włączył radio.
Jechaliśmy przez jakieś dziwne miejsca. Najpierw przez małe miasteczko, w którym nie było widać ani jednej żywej duszy. Próbowałam podpytać, ale oczywiście postanowił się nie odzywać. Późniejsza droga było o tyle ciekawsza, że prowadziła przez lasy. Nic tylko drzewa. Po 6 godzinach jazdy dojeżdżamy do domku nad jeziorem.
Drzewa dookoła gołe, bez liści, lśniąca woda i ten piękny drewniany dom. Taras jest połączony z molo. Wszystko to wygląda jak z pocztówki.
- Podoba się ?- zapytał chłopak wyrywając mnie z podziwu.
- O wow!- powiedziałam- To twoje? Co mu tu robimy?- pytałam
- Tak to moje- uśmiechnął się i wysiadł z auta, a ja tuż za nim.- Tu dokończymy twoje szkolenie- pokazał ręką na posiadłość , wyciągnął torby z bagażnika i ruszył.
Nie czekając długo dorównałam mu kroku. Weszliśmy w ciszy do domu. Wszystko było w nim wykonane z ciemnego drewna. Trochę przypominało dom ze starych zdjęć mojej matki. Wchodziliśmy po schodach, kierując sie do naszych pokoi. Otworzył jedne z brązowych drzwi i zrobił krok do środka. Cały czas podążałam za nim. Na środku, pod ścianą stało wielkie drewniane łóżko z białą pościelą. Obok niego, z lewej strony, szafka nocna. Tuż obok niej drzwi do łazienki. Jedna ściana była cała ze szkła, z której widok rozchodził się na całe jezioro, wraz z lasem. Jak w transie podeszłam do niego. Wpatrywałam się jak w obraz.
- To ty się rozpakuj , a ja idę do siebie- powiedział chłopak odstawiając moją torbę i wychodząc.
Nadal wpatrywałam się w przestrzeń. Po tak wielkim przewrocie, jakie dokonało się w ostatnim czasie w moim życiu, to miejsce wyglądało jak raj. Nikogo nie było. Spokój jakiego nigdy nie doświadczyłam. Przy tym widoku wymiękłam. Otworzyłam drzwi na balkon i usiadłam na krześle. Nogi oprałam o drewnianą balustradę. Wtedy dałam się ponieść. Odpłynęłam zupełnie.
 

 
Powoli zaczęłam otwierać oczy. Głowa mnie bolała, jakbym w nią dostała czymś ciężkim. Czekaj! Wróć! W jednej chwili zaczęłam sobie wszystko przypominać. Strzelanina, wybuch, Nathan, Nick, ranni, walka , brak naboi i później ciemność. Zaczęłam się lekko poruszać. Siedziałam przywiązana do krzesła. Nie czułam rąk ani nóg. Powoli otworzyłam oczy , do których od razu dostały się promienie słońca. Zmrużyłam lekko powieki, żeby przyzwyczaić się do obecnej sytuacji. Gdy mój wzrok się wyostrzył to po części już wiedziałam, gdzie jestem. Siedziałam przy dużym oknie w białym pokoju. Oprócz mnie było jeszcze parę pudeł i kamera? Tak, przy suficie była kamera skierowana prosto na mnie.

- Wreszcie się obudziłaś- powiedział chłopak opierający się o ścianę przy drzwiach.

Jego niebieskie, błyszczące oczy od razu przykuły moją uwagę. Był ubrany w czarny garnitur, który zresztą świetnie na nim leżał. Ciemnie włosy w artystycznym nieładzie. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak przyglądał się każdej części mojego, obolałego ciała. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Miałam jakieś dziwne wrażenie.

- Mam 3 pytania- powiedziałam lekko drżącym głosem.

-Hmm? – uniósł jedną brew w górę.

-Czemu jeszcze żyję? Dlaczego mnie tu trzymasz? Jak długo spałam?

Zamiast odpowiedzieć na moje pytania podszedł i przykucnął przede mną. Wyjął coś z kieszeni. Tym czymś był nóż. Delikatnie rozciął węzły na moich nogach, a później uwolnił ręce. Pocierałam dłonie jedna o drugą , żeby przywrócić krążenie. On w tym czasie podszedł do okna i stanął tyłem do mnie.

- Przyglądałem się całej akcji- zaczął – od początku do końca. Wszyscy co walczyli oddali by za tego debila życie. Tylko ty nie- zatrzymał się- wycelowałaś do niego.- zaśmiał się- Skazał Cię na śmierć. Później jeszcze ta jego narzeczona... Zostawili Cię kompletnie samą z moimi żołnierzami.- zamarłam- O dziwo dałaś sobie rade. Dobra jesteś.

- Czyli mam rozumieć, że żyje tylko dla tego, że nie oddałabym życia za niego? – podeszłam do okna.

- Jesteś po prostu inna.

- A dlaczego tu jestem?

- Byłaś nie przytomna 3 dni.

- Dobra to już rozumiem. Ale czemu mnie uwolniłeś i co będzie dalej? Podobno nie masz dla nikogo litości. Ci co cie widzieli nie żyją. A teraz tu stoisz i rozmawiasz jakby nigdy nic. Mam sobie sama grób wykopać, czy jak ?

W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech.

- Ja serio pytam- zirytowałam się.

- Chciałem Ci zaproponować żebyś dołączyła do nas.

Znowu!!! Czy ta historia lubi się powtarzać? Z jednego główna w drugie. No bosko.

On chyba zauważył moją minę bo dodał:

- Nie musisz się zgodzić.

- A jak się nie zgodzę to co się stanie?

Zamilkł. Ta cisza oznaczała, że albo zgoda, albo śmierć.

- Powiedzmy, że się zgodzę.. to jak to będzie wyglądać?

-Potrzebuje kogoś ,kto będzie zarządzał ze mną wojskiem.

Mojego zdziwienia nie da się opisać. Oczy wielkie , buzia otwarta, a on się śmieje. Jego głośny śmiech sprowadził mnie ziemie.

- Czekaj, czekaj ty jesteś Romano ?

- W zasadzie tak. Jestem Lukas Romano- śmiał się.

- Czekaj bo mi się to kupy nie trzyma. Uwalniasz mnie , a jakbym chciała cię zabić? I jeszcze teraz , że chcesz żebym z Tobą dowodziła. Tak szybko mi zaufałeś? Myślałam, że to ja w głowę dostałam, a nie ty.

- Nie zabiła byś mnie – powiedział- po pierwsze nie masz czym – uśmiechnął się pokazując przy tym szereg białych zębów – po drugie sądząc po twoim pierwszym spojrzeniu to chyba intryguje Cie moja, skromna osoba.-przerwał by nabrać powietrza- Mówiłem, że jesteś inna. Masz charakter, który nie pozwoli Ci zginąć. Trochę się już o tobie dowiedziałem

- Jak ? – przerwałam mu- Przecież wszystkie papiery moją oni.

- Mam dobre źródła. Tańczysz, rysujesz i walczysz- zaśmiał się – też mi dobranie. Byłaś raz zawieszona za złamanie starszemu koledze nosa. Co najciekawsze on był 6 lat starszy- wybuchł śmiechem.- Mieszkałaś z ciotka , która według tego czego się dowiedziałem miała cie raczej w dupie.- spoważniał - Ojciec nieznany , matka alkoholiczka ,nie żyje. Uczyłaś się nawet dobrze, jak na to że wagarowałaś. Do nich trafiłaś w głupi sposób.- znowu się uśmiechnął- Jaki inteligent podrzuca dane dziewczynie, która go bije? Ci dzisiejszy gangsterzy...

Słuchałam go uważnie. Wszystko co mówił to prawda. Wiedział nawet te rzeczy, o których już zapomniałam.

- I jak będzie? – wyrwał mnie z zamyślenia- Zgadzasz się?- wyciągnął rękę w moim kierunku.

W jednej chwili stałam przed ,chyba, najważniejszym wyborem w życiu. Zwłaszcza , że teraz mam wybór. Z jednej strony Nathan, a z drugiej ja i moja wola. Nie wiem , czy on żyje, ale powiedzmy sobie szczerze.. Czy ktoś przejął się moim zniknięciem? Nie. Czy znaleźli moje ciało? Nie. Czy szukali? Nie. Czy będą pamiętać ? Już pewnie zapomnieli. Romano mi daje wybór. Pierwszy raz on należy do mnie. Romano w jakiś dziwny, pokręcony sposób mi ufa. Nie wydaje się dla mnie taki zły. A może to podstęp? Nie mogę dać się zwieść i zaskoczyć. Już wiem...

-Zgoda- uścisnęłam jego dłoń.

Uśmiechnął się , a w jego oczach widać było jakby iskierki?

-Jeżeli już mamy ustalone to chodź coś zjemy , bo od jutra treningi – wyszliśmy z pokoju-Trenujesz ze mną. Masz dwa razy więcej obowiązków. Jesteś na równi ze mną – schodziliśmy z schodów-jutro zrobimy mały pokaz siły bo jesteś jedyną dziewczyną.

- Wszystko rozumiem. Mam jeszcze pytanie.

- Pytaj o co chcesz.

- Czy oni mają te dane ?

- No proszę Cię- roześmiał się – bracia ranni , a ruda bez Nicka to zero.

Byliśmy już w jadali. Usiedliśmy przy dużym, szklanym stole i zaczęliśmy jeść.

Kolacja upłynęła o dziwo dobrze. Nikt nam nie przeszkadzał. Byliśmy całkiem sami. Ogólnie to dużo się śmialiśmy. Nie podejrzewałam go o to. Teraz tylko nie stracić czujności.
 

 
Miesiąc minął jak z bicza strzelił. Treningi , nauka , śmiechy z Nathanem i tak w kółko. Dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Chyba znalazłam przyjaciela. Takiego prawdziwego. Treningi szły mi coraz lepiej. Po pierwszym tygodniu wszystko mnie bolało. Może i ćwiczyłam wcześniej , ale to co tu się dzieje to prawdziwa jazda bez trzymanki. Zakolegowałam się z paroma chłopakami starszymi ode mnie o 2 lata. ( Max , Tom , Zayn i Justin) Wszystko było dobrze , aż do chwili..

- Mi wstawaj ! – ktoś wskoczył na mnie próbując wyrwać z świata snu .- Wstawaj ,nie ma czasu- zabrał mi kołdrę.

- Nathan daj spokój .. Co jest takie ważne ?- usiadłam po turecku na łóżku.

- Za 10 minut zbiórka – powiedział poważnie – Więc rusz swoje szanowne dupsko i ogarnij się , bo to poważna sprawa- wyszedł z pokoju.

Przeciągnęłam się i zrobiłam posłusznie to co mi kazał. Po paru minutach stałam już na zbiórce wraz z innymi. Nathan poszedł do ojca , braciszka i jego rudej laluni. Wszyscy byli bardzo poważni. Stałam z przodu z Maxem .

- Jutro mamy misje – odezwał się Nick.- Musimy odebrać bardzo ważne dane „ Romano „. (bardzo niebezpieczny gangster. Nikt go nie widział , a ci co widzieli od dawna leżą pod ziemią)Podzielimy się na 6 oddziałów. Nie wszyscy będą uczestniczyć w głównej akcji . Każda grupa po 20 osób. Reszta obstawia tyły. Zrozumiano ? – nikt się nie odezwał .- Wyjeżdżamy w nocy. Dziś bez treningów . Wszystkie wytyczne dostaniecie później-skończył i wrócił na swoje miejsce.

Nikt się nie ruszył dopóki nie odeszli do domu „szefa". Zostałam z chłopakami, żeby jeszcze chwile porozmawiać.

-Ale tobie zazdroszczę Mi- odezwał się Justin.

- Czemu ? – zapytałam rozbawiona.

- Ty zostajesz i będziesz sobie odpoczywać , a my... - nie zdążył dokończyć bo pojawił się Nathan.

- Mi chodź – powiedział bardzo poważnie.

Trochę zdezorientowana podeszłam do niego , a on gestem wskazał żebym weszła do środka. Szedł cały czas za mną nakierowując mnie do jakiegoś pokoju .

Przy dużym , szklanym stole siedzieli wszyscy. Oparłam się o krzesło . Patrzyłam na Dorcona ( nazwisko szefa i braci). Mężczyzna wydawał się zamyślony , więc to ja zaczęłam :

- O co chodzi ?

- Masz być gotowa na wieczór – odezwał się Nick.

Wmurowało mnie. Zresztą nie tylko mnie... Nathana wyraz twarzy był podobny do mojej .

- Nie ma mowy. Ona jeszcze treningów nie skończyła . Co to kurwa za żart ? Ona nigdzie nie jedzie!- krzyczał coraz głośniej Nathan.

- Nie masz tu nic do gadania. To ja jestem dowódcą , więc się masz mnie słuchać- wysyczał blondyn.

Oni się kłócili , a ja zwróciłam się do Dorcona:

- Będę tylko przeszkadzać – stwierdziłam bez emocji.

- To nie moja decyzja – odezwał się wreszcie lekko ochrypłym głosem.

Bracia się kłócili , a ruda z szefem wpatrywali się w jakiś punkt.

- O której mam być gotowa ? – zwróciłam się do Nicka, co bardzo go zaskoczyło.

Momentalnie przestali krzyczeć.

- Co ty wyprawiasz ? Przecież ty zgnijesz ... nie jesteś gotowa- mówił drżącym głosem Nathan.

- Przecież nie będę tu siedzieć cały czas. Zginę ? Trudno . Taka kolej rzeczy. – moje słowa zaskoczyły wszystkich. Na Dorcona twarzy zobaczyłam cień uśmiechu.- To o której ? – powtórzyłam .

- O 22 wyjazd , a o 21 masz być po broń przy magazynie. Dowodzisz ostatnią grupą i wchodzicie na końcu- uśmiechnął się. – Osłaniasz nas. Możesz już iść.

Wychodząc razem z Nathanem zatrzymałam się na chwilę żeby poprawić buta i wtedy usłyszałam:

- Dobrze to wykombinowałeś – zaczęła Ruda – Ona wejdzie z resztą jak już wszystkie alarmy będą włączone. Oni będą się zabijać , a my wyjdziemy z danymi. Nie ma szans na przeżycie . Brawo kochanie.

Gdy usłyszałam kroki od razu wyszłam . Więc o to im chodzi ? Chcą się mnie pozbyć ... Zobaczymy ...

Dzień minął bardzo szybko . Już jechałam w jednym z czarnych aut terenowych do willi w lesie , w której jest Romano. Ruda , Nick , Nathan pojechali wcześniej ze swoimi . Ja i moi towarzysze śmierci dopiero jedziemy. Gdy jesteśmy już prawie u celu każe im naszykować broń. Powtarzam to przez krótkofalówkę ,żeby reszta zrozumiała.

Zaparkowaliśmy kawałek od domu. Przez chwile nie było słychać nic. Ludzie Dorcona byli porozstawiani. Byliśmy już w środku. Dom był wielki. Ciemność panowała wszędzie .Cali ubrani na czarno , powoli przemieszaliśmy się w głąb domu. Gestem ręki kazałam im się zatrzymać. Coś usłyszałam....

Strzały . Wille oświetliły tylko czerwone lampy. Nie dawały one zbyt dużo światła. Nathan z Nickiem byli na piętrze. Nagle głośny huk. Ktoś,coś wysadził. Ludzie , z którymi miałam walczyć leżeli martwi na ziemi. Więc ruszyliśmy na pomoc. Wielu „naszych „ już nie żyło.

Broń miałam cały czas w gotowości. Za mną szło 3 mężczyzn , a reszta się rozproszyła po domu. Usłyszałam jakieś jęki. Przeszłam kawałek w ciemności i natchnęłam się na rannego Dupka.

Niedaleko niego leżał Nathan. Mieli powbijane w ciało odłamki. Nathan bardziej. Podeszłam do niego. Wyglądał tragicznie.

- Hej , tu – zawołałam dwóch co szli za mną. – Zabierzcie ich stąd – wskazałam na braci.

- Nie rozkazuj im- jęczał blondyn – Ja tu rządzę...

- Zamknij się wreszcie! – wystrzeliłam – Chcesz to mogę wpakować Ci kulkę w łeb ? Dla mnie to nie problem – wyciągnęłam broń. – I tak miałam zginać , więc co mi szkodzi.

Spojrzał na mnie zdziwiony. Już chciał coś powiedzieć...

- Zabrać ich! – rozkazałam.

Na domiar złego jak ich wynosili wyskoczyła banda uzbrojonych facetów i zaczęła strzelać . Było ich 20 , a ja jedna z jednym z moich towarzyszy. No bosko..

- Ruszcie się! – krzyknęłam do tych co zabierali chłopaków.

Radziłam sobie całkiem nieźle. Paru już zabiłam. Kule świstały mi na głową i trochę mnie ogłuszyły. Byłam już na 2 piętrze , kiedy spotkałam się z Natashą.

- Gdzie on jest? – burknęła zła.

- Może grzeczniej .. Nic mu nie jest. Gorzej jest z Nathanem , ale to cię pewnie nie interesuje.

Oczy jej się zabłyszczały. Nawet w ciemności to widziałam, ale mało mnie to obchodziło w tamtej chwili, bo chciałam przeżyć , a mnożyło się tych co próbowali nas zabić.

- Osłaniaj nas- powiedziała do mnie ruda- My pójdziemy po te dane- zabrała 6 ludzi i poszła.

- Pizda –powiedziałam cicho.

Zostawiła mnie tylko z 2 mężczyznami. Z tego jeden postrzelony.

Musiałam liczyć na siebie... zresztą jak zawsze...

Z paroma poradziłam sobie dość szybko. Cały czas ich przybywało. Potrzebny mi był szybki plan.....

Jedno spojrzenie na filar i już wiedziałam. Podbiegłam , złapałam mocno i obracając się strąciłam większość nich z balkonu. Cały czas czułam na sobie kogoś wzrok. Bijąc i strzelając ewidentnie ktoś mi się przyglądał. Przy ostatnim skończyły mi się naboje. Ktoś zaczął bić brawo. Wolno odwracałam się do osobnika , który był za mną. Gdy już miałam go zobaczyć ... Ciemność... poczułam ból głowy i koniec.
 

 
6:30

Chyba coś / ktoś mnie budzi .. Powoli otwieram oczy , a nade mną ..

- Wstajemy księżniczko – szereg białych zębów szczerzy mi się przed oczami - Pamiętasz , że robisz naleśniki ?

- Tak , pamiętam . Złaź ze mnie księciuniu bo będziesz jadł suchą bułkę –rozkazałam .

Chłopak wykonał to posłusznie i wyszedł z pokoju . Teraz tylko się ogarnąć ... Pasowałoby się wreszcie rozpakować ... ale to później . Czarne legginsy , tego samego koloru bluza z czerwonym napisem „ Nie szukam siły . To ja jestem SIŁĄ" .

Zabrałam przygotowane rzeczy i poszłam do łazienki .Szybki , zimny prysznic i dziewczyna jak nowa . Włosy w kucyk i robić naleśniki .

Przeszłam do kuchni i zaczęłam wyciągać potrzebne produkty .Szło mi nawet dobrze . Nathan siedział przy wyspie kuchennej i przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Wszystko wykonałam z gracją i zawrotną szybkością . Postawiłam przed chłopakiem talerz naleśników z nutellą i owocami . Chyba mu smakuje bo jadł i się nie odzywał . Sama zrobiłam sobie płatki owsiane z jagodami i sałatkę owocową . ( dieta musi być )

- Smakowało ?- zapytałam czarnookiego .

* Matko Zapomniałam wam go opisać . No to lecimy :

Nathan

Lat: 17

Wygląd : brunet , dobrze zbudowany , wysoki ( na pewno wyższy ode mnie ) , oczy czarne ( mogłoby się wydawać , że złe ale gdy tylko się w nie spojrzy i zobaczy ten błysk wie się , że tak nie jest ) ciemna karnacja skóry ( nie murzyn – nie jestem rasistką ) , ostre rysy twarzy .

Charakter : śmieszek , poważnie podchodzi do swoich obowiązków . Ogólnie charakter ma mocny , ale nie jaki typowy „bad boy" jak jego brat .

Wszystko wszystkim , ale najlepsze są w nim : poczucie humoru , uśmiech , podejście do wszystkiego . *

- Bardzo . A teraz idziemy biegać . Masz strój ?

-Żartujesz ? – zapytałam z kpiną . Co on myśli , że jestem typową „lalunią „ co chodzi wystrojona jak choinka i z „obrożą „na szyi (chodzi o modne teraz „dusidełka" . Tylko kagańca brakuje .... Wrr........

- Nie , mówię całkiem poważnie .

- No jasne , że mam . – rzuciłam i pobiegłam się przebrać . Postawiłam na kolorowe legginsy , czarną bluzkę i różowe ( oczojebne) buty .

- Gotowa ? Lecimy – skinęłam tylko głową i wyszliśmy . Przed domem rozciągnięcie i ruszamy . Mieliśmy równe tępo biegnąc przez plac . O dziwo nikogo prawie nie było . Skręcając w leśną ścieżkę już nie było tak równo . Wyprzedził mnie , ale nie na wielką odległość . Tłumaczyłam to sobie , że nie znam tej okolicy i dlatego .( Przy tym zostańmy )

Każde z nas miało swój świat podczas biegu . Przed oczami las , a w uszach i myślach piosenki lecące z naszych MP3 . U mnie Sushy "Jumpin' Up (Jump) , a u niego pewnie jakiś metal albo coś typu „brzeszczotem po jajach „.

Biegaliśmy tak z bitą godzinę , aż jego zegarek nie zaczął piszczeć .

- Dobra , wracamy .Dziś jeszcze dużo pracy .- powiedział i zawrócił .

Nic nie rozumiałam , ale przytaknęłam i pobiegłam za nim .

Staliśmy właśnie przed jakimś dużym budynkiem .

- To hala treningowa – powiedział widząc, jak bacznie się temu przyglądam – Codziennie po bieganiu ,trening przez 2 godziny tu , przerwa na drugie śniadanie , 3 godziny na strzelnicy , obiad i nauka . Tak teraz będzie wyglądało Twoje życie . – uśmiechnął się .

Wchodząc na sale nie słychać było nic . Wydawałoby się , że nikogo nie ma . W ogromnym budynku było z 500 facetów . Ta siłownia była bardzo wielki. ( chociaż się taka nie wydawała )

Szliśmy przez hale w ciszy . Wszystkie oczy były skierowane na mnie . Nathan szedł przede mną niczym nie wzruszony . Nikt nawet na niego nie spojrzał , a nawet jeśli to szybko odwracał wzrok .

- Gdzie idziemy ? – zapytałam dorównując mu kroku .

- Do naszej siłowni . Chyba nie myślałaś , że pozwoliłbym Ci ćwiczyć z tymi tu – wskazał ręką na ćwiczących mężczyzn – W życiu i nigdy. Jesteś za fajna żeby dać Cie zgwałcić . Poza tym teraz mamy ją wolną bo Nick i Natasha ćwiczą później , a raczej razem nie możecie tego robić – zaśmiał się i wsiedliśmy do windy . Zjeżdżając w dół nie rozmawialiśmy .

- Chodź maleńka zaczynamy – wychodząc wyrwał mnie z zamyślenia .

Ta siłowania była nieco mniejsza . Było więcej sprzętu . Ściany czerwono-czarne. Wszystko wyglądało na nowe .

- Co dziś byś chciała robić ?- zapytał .

- Może na początek wzmocnimy mięśnie brzucha i przejdziemy do stójki ? – zaproponowałam .

- Znasz się na rzeczy – uśmiechnął się pokazując przy tym szereg białych zębów .

No i się zaczęło . Na początek proste brzuszki . 3 serie po 100 i poszliśmy podciągać się na drążku . Przez pierwszą godzinę wzmacnialiśmy mięśnie. ( tak , jakieś mięśnie już mam )

- Teraz powalisz trochę w worek. Załóż rękawice tylko pazurów nie połam – spojrzałam na niego i już wiedziałam jaka będzie zemsta .

- Dobrze – podeszłam do worka zakładając rękawice – ale ty trzymasz .

Jak powiedziałam tak zrobił . Zaczęłam delikatnie , powoli na co on :

- Co tak słabo ? Podobno trenowałaś . No chyba , że chodziłaś na treningi tylko po to by oglądać umięśnione ciałka – zażartował – było mówić od razu to bym się rozebrał .

Roześmiałam się głośno . Najciekawsze było to , że odszedł od worka i zdjął koszulkę . No nie powiem....... Umięśniony to on jest .

- Od czego to ? – pokazałam na dość dużą bliznę na piersi .

- To on noża – powiedział – nic wielkiego . Ty też byś zdjęła bo teraz się zacznie pot i łzy .

- Tylko na to czekałam – uśmiechnęłam się łobuzersko i zdjęłam koszulkę ukazując przy tym mój umięśniony brzuch i pomarańczowy top sportowy . Chłopak chwile się na mnie patrzył i wrócił do trzymania worka .

- Tylko weź się chociaż trochę postaraj , bo dziecko by to mocniej uderzyło – powiedział , gdy ustawiałam się w dogodnej pozycji .

Zaczęłam nawalać w ten worek z całej siły . Z każdym moim ciosem brunet coraz mocniej się zapierał . Wnioskując po jego minie był już trochę zmęczony , ale nie dawał tego poznać . Uśmiechnęłam się w duchu widząc to . Po paru mocnych seriach uderzeń opadałam na mate cała makra od potu . Upiłam łyk wody z butelki , którą Nathan przyniósł jak wchodziliśmy .

- Matko kobieto , jaką ty masz moc w łapach – powiedział i opadł obok mnie . – Dwie minuty przerwy na wodę i lecimy ze stójką . Aż się boje.. – powiedział popijając wodę .

Po nawodnieniu zaczęła się zabawa .

- Teraz musisz mnie słuchać . Rozumiesz ?

- Tak jest szefie – zasalutowałam .

- Zaczynamy –powiedział zostawiając mnie na macie.- Ja Ci mówię co masz zrobić , a ty wykonujesz – kiwnęłam głową ( nie lubię gadać jak ćwiczę ) – Prawy sierp – wykonane – lewy – to samo – Dwa razy lewy , prawy i łokieć –rozkazał – Dobrze. Teraz kopnięcia ... z półobrotu – zrobione –Zaczynając od podcięcia wykonać wszystkie kopnięcia , aż do głowy – jak kazał tak zrobiłam . Wykonywałam rozkazy jak mały robocik . Wszystko było fajnie dopóki nie przyszedł on ...

- Wypad . Teraz nasza kolej – powiedział „dupek" zbliżając się do nas razem ze swoją rudą dupą – Której części nie zrozumieliście ? Wypierdalać , ale to w podskokach – krzyknął .

- Jeszcze mamy 10 minut jakbyś nie zauważył ..- powiedział zdenerwowany Nathan.

- Bierz tą swoją sucz i wypad –wtrąciła się ruda flądra .

- Odezwała się ta co wygląda jakby dała dupy wszystkim tu nie tylko jemu – odszczeknęłam się z gracją i spokojem , który nawet mnie zdziwił pokazując przy tym na Nicka .

Musiało ją to ruszyć bo po chwili zrobiła się czerwona ze złości i już miała coś powiedzieć , gdy wyprzedził ją Nathan .

- Chodź Mi – pociągnął mnie za rękę – Szkoda marnować na nich śliny .

Zabrałam nasze rzeczy i wyszłam prowadzona przez bruneta ze sali . Miałam dziwne wrażenie , że bracia raczej za sobą nie przepadają . Ich wzrok mówił bardzo dużo . Wszystko wszystkim , ale tak bracia na siebie nie patrzą . Z taką pogardą i nienawiścią .

Weszliśmy do windy , a on nadal zdenerwowany trzymał moją dłoń .

- Co jest ? – zapytałam z troską (?)

-To jest bardziej skomplikowane niż myślisz- stwierdził z spokojem –Przy śniadaniu Ci to wytłumaczę . Chodź – otworzył drzwi od wielkiej hali. Nawet nie wiem kiedy się tu tak szybko znaleźliśmy .

Dotarliśmy do domu . On nadal trzymał mnie za rękę . Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało . Wskazał mi żebym usiadła przy wyspie kuchennej , a on zajął się gotowaniem . Robił jajecznice. Chwile było ciszy , aż odezwał się pierwszy stojąc do mnie tyłem :

- Nie jesteśmy prawdziwymi braćmi – zaszokowało mnie to – Mamy tego samego ojca , ale inne matki . Dzięki Bogu , bo jak miałbym być takim egoistycznym dupkiem bez uczuć to sam bym sobie wpakował kulkę w łeb .

- Czemu nie jesteś z matką ? – ten mój niewyparzony język ( wrr...)

-Moja matka nie życie – odwrócił się i postawił talerze z gotowym jedzeniem na blacie – jego zresztą też nie – dodał sięgając po szklanki do szafki i sok.

- Przykro mi ....

- To wszystko – pokazał za okno - to mój dom . Nie znam innego życia oprócz tego . Od 8 roku życia tylko treningi. Maszyna do zabijania .

Po jego słowach resztę posiłku minęła w ciszy . Widać było po nim , że mu ulżyło. Dopiero idąc na strzelnice zapytałam :

- A ojciec ? Przecież masz jeszcze jego ..

- Dla niego „syn „ oznacza kolejnego przywódcę całego tego cyrku . Trenujemy całe życie żeby stać się najlepszymi . Uczucia to dla niego słabość , a nikt z jego żołnierzy nie może być słaby .

Jak nigdy brakowało mi słów . Spojrzałam na niego i nie widziałam nic . Żadnych emocji .

- Dwa pistolety , te co zawsze i zestaw noży .

Byliśmy w jakimś budynku . Starszy mężczyzna podał rzeczy chłopakowi , o które prosił i poszliśmy do swoich stanowisk . Pokazywał mi jak odbezpieczyć broń i wycelować tak żeby było 100% skuteczności i „zgon „ na miejscu .

- Spróbuj – powiedział i ustawił mi ręce . Oddałam 10 strzałów .

Spojrzał na to co zrobiłam i uśmiechnął się szeroko .

- 7 celnych 3 minimalnie zeszły . Brawo . Jesteś bardzo pojętną uczennicą . Teraz ja – powiedział stając na moim miejscu – Daj mi jeszcze swój – wyciągnął rękę po mój pistolet , który mu podałam .

Strzelił 15 razy . Po zobaczeniu jego tarczy zaniemówiłam .

- A...aa.... ale.....ee.. jak.... Ty ... to.. ? – jąkałam się .

Chłopak widząc moje zdziwienie roześmiał się głośno .

Ogarnęłam się i zapytałam :

- Jak to możliwe ,że wszystkie były celne i do tego jeszcze parę było w to samo miejsce ? – wypowiadając te słowa zdziwienie wróciło – To nie prawda . Ktoś ci tarcze podmienił –zaśmiałam się .

- Nikt mi nic nie podmienił maleńka – łobuzerski uśmiech wrócił – Jak się ćwiczy to się umie . A teraz porzucamy nożami . Co ty na to ?

- A jest opcja , że ty będziesz rzucał , a ja będę się podniecać każdym twoim celnym rzutem ? – zapytałam robiąc przy tym słodkie oczka .

Nathan buchnął śmiechem i pokiwał głową na znaki , że „ nie ma takiej opcji „.

Wzięłam noże i stanęłam 15m od tarczy . Głęboki wdech i wykonałam to co miałam . 10 ostrych przedmiotów poleciało w tarczę. Miało lecieć w nią ,bo z 4 leżały pod, a reszta jakoś się trzymała , ale daleko od środka .

Usłyszałam za sobą głośny śmiech . Gdy się odwróciłam zobaczyłam siedzącego bruneta na ławce , trzymającego się za brzuch . Podeszłam do niego i stanęłam nad nim z rękami skrzyżowanymi na piersi .

- Aż tak bardzo to jest zabawne ? – zapytałam z grymasem na twarzy .

- Jeszcze się pytasz ? – spojrzał na mnie cały czerwony – Chociaż jest coś czego nie potrafisz . Całe szczęście bo myślałem , że już do niczego nie będę Ci potrzebny . No to bierzemy się do roboty – wstał , złapał mnie za rękę i prowadził na linie 15 metra.- Lewa noga lekko do przodu , nogi ugięte , nóż w prawą rękę i teraz spróbuj – stał za mną i kierował każdym moim ruchem .

Za pierwszym razem trafiłam , ale nie w środek .Po kilkunastu próbach sama zaczęłam ( bez pomocy ) trafiać w tarczę . Nathan też trochę porzucał , a później siedział za mną i przyglądał się moim postępom . Pot spływał mi po czole. Ręka mnie bolała . Już miałam iść po broń , gdy nagle zawołał mnie czarnooki :

- Na dziś już Ci starczy . Chodź i usiądź . Napij się wody – rzucił mi gdy podchodziłam .- Szybko się uczysz . Kiedyś będziesz najlepsza . Szczerze to dużo Ci nie brakuje , ale nadal brakuje . Popracujemy nad twoją techniką i szybkością . Oczywiście też nad tymi rzutami , bo to jest masakra . Skończyłaś ? – zapytał widząc jak kończę swój litr wody – Teraz obiad . Z racji tego , że wyglądasz jakby przebiegło po tobie stado mamutów idziemy na stołówkę . – wstał , pomagając mi również – I oczywiście kolacje zrobię ja .

- Już się tak nade mną nie lituj . Ale z tą kolacja to nie głupi pomysł - uśmiechnęłam się szeroko .

Z racji tego , że skończyliśmy trening wcześniej byliśmy jako pierwsi w wielkiej sali . Stoliki , krzesła , ściany . Wszystko w odcieniach szarości . Podeszłam i wzięłam sobie sałatkę oraz kurczaka . Do tego coś do picia . Usiadłam i zaczęłam pałaszować . Chwilę później przysiad się do mnie Nathan.

- Ty to wszystko zjesz ? – zapytał widząc nasze porcję . Były podobnych wielkości tylko , że on miał więcej mięsa .

- Tak zjem – odpowiedziałam dumnie .

- Gdzie Ci się mieści tyle zielska ?

- Tam , gdzie Tobie tyle mięsa .

Obje się roześmialiśmy i wróciliśmy do jedzenia. Kończąc zauważyłam , że mężczyźni zaczęli się schodzić . Wstaliśmy i odnieśliśmy nasze tacki do okienka . Stołówka była prawie pełna . Zrobił się lekki szum. Szłam za Nathanem do wyjścia . Widać było , że się go bali . Nikt nie odważył się na niego spojrzeć . Za to na mnie..... Czułam , że jestem rozbierana wzrokiem . Patrzyli się na mnie z takim ogniem w oczach ... lekko się wystraszyłam , ale podążałam za chłopakiem nie pokazując żadnych uczuć .

Nagle kogoś łapy wylądowały na moim tyłku i ten ktoś przyciągnął do siebie .

- Zaraz wyjdziemy i zrobimy to o czym tak marzysz – wyszeptał mi do ucha jakiś facet po 30 . Jego ręce były pod moją bluzką . Wtedy strach zmienił się w wściekłość .

- Nie bądź tego taki pewien ..... – powiedziałam i odwróciłam się do niego . Był wyższy .

- Spokojnie skarbie ..- po tych słowach dostał w mostek . Wywrócił się trzymając się za pierś – Ty mała suko . – wysyczał i rzucił się na mnie .

Biegł prosto na mnie . Zrobiłam unik . Złość , aż z niego kipiała . Dostałam pięścią w twarz i upadłam . Krew poleciała z łuku brwiowego . Szedł w moja stronę . Zrobiłam sprężynkę i od razu wskoczyłam na niego . Upadł. Siedziałam na nim blokując mu ręce . Miotał się i próbował zrzucić mnie z siebie . Nie udało mu się . Siedziałam na nim okładając go pięściami . Twarz miał całą we krwi . Stracił przytomność . Widząc to wstałam . Wszyscy stali dookoła nas szepcząc coś typu „ To ta małolata , która pokonała tylu naszych „, „ To ta „

Mężczyzna zaczął odzyskiwać świadomość . Wstał i chwycił za krzesło . Już chciał mnie nim uderzyć , gdy nagle........ strzał . Opadł bezwładnie na ziemie . Wszystkich wzrok ( razem z moim ) był skierowany na Nathana chowającego broń .

Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem . Spojrzał na moją twarz , która czerwona była od krwi.

- Każdemu , który będzie próbował zrobić jej krzywdę osobiście wpakuje cały magazynek w łeb . Rozumiemy się ?

Wszyscy przytaknęli i rozeszli się. Chłopak mnie pociągnął za rękę i wyszliśmy . Prowadził mnie tak do domu. Weszliśmy do jego pokoju . Kazał mi usiąść na jego łóżku , więc tak zrobiłam , a sam poszedł do łazienki .

Jego pokój to tylko czerń i szarość . Nie rozglądałam się zbytnio , bo wrócił z woda utlenioną i gazikami . Uklęknął przede mną i delikatnie obmywał ranę .

- Ał... - zasyczałam cichutko i zacisnęłam zęby .

- Przepraszam – powiedział z troską i kontynuował .

Po 5 minutach już prawie nie bolało .

- Przeżyjesz – powiedział wstając .

- Dziękuje za diagnozę doktorku i pomoc – uśmiechnęłam się na co on zrobił tak samo . – A teraz chyba jakaś nauka ? – zapytałam wstając .

Popatrzył się na mnie ze zdziwieniem i znowu pokazał swoje białe ząbki .

- No jeśli chcesz . Chodź do salonu .

Rozsiadłam się wygodnie na kanapie , a on przyszedł z książkami .

Z dobre pół godziny tłumaczył mi fizykę . W końcu zrezygnowany zapytał :

-Rozumiesz? – spojrzał na moja twarz – To chociaż pokiwaj głową , że rozumiesz .

Jak kazał tak zrobiłam . Ostatnia godzina dzisiejszych zajęć skończyła się na kłóceniu o to , który piłkarz jest lepszy . Wszystko oczywiście po hiszpańsku .

- Chcesz coś do picia ?- zapytałam wstając , gdy zasygnalizował koniec zajęć opadając na kanapę .

- Butelkę wody .

Wzięłam jedną dla siebie i drugą dla niego . Po wypiciu poszłam do pokoju wziąć prysznic i się przebrać . Po wykonanych czynnościach wysuszyłam włosy , spięłam je w niedbałego koka i ubrałam w przygotowane rzeczy . ( czarne legginsy ,szarą bluzkę z napisem „ Mogę wszystko - Nic nie muszę „ i białe skarpetki- stopki ) Gotowa wróciłam do salony ,żeby coś zjeść . Wzięłam sobie banana i rozsiadłam się na kanapie .

Właśnie kończyłam jeść owoc , gdy zrobiło mi się ciemno przed oczami .

- Kto wyłączył światło ? – zapytałam z rozbawieniem .

Usłyszałam tylko śmiech . Zdjęłam rzecz z twarzy i zobaczyłam Nathana zakładającego koszulkę .

- Idziemy na spacer – oznajmił i założył czarną bluzę . Okazało się , że taką samą rzucił mi . Postąpiłam tak samo , tylko zostawiłam kaptur na głowie .

Spacerowaliśmy już trochę .Cały czas się śmiejąc i wygłupiając . W końcu usiedliśmy w lesie na przewróconym drzewie .

- Opowiedz mi coś o sobie – wypalił uśmiechnięty .

- Ale co ? Nie doczytałeś w dokumentach ? Zależy co byś chciał wiedzieć – uśmiechnęłam się.

- Czemu Twoja matka tak szybko się zgodziła by Cię tu puścić ?

To sobie temat znalazł ...... Uśmiech zeszedł mi z twarzy .

- To nie była moja matka tylko ciotka – powiedziałam . Widziałam , że chce słuchać dalej – Dla mojej matki byłam bękartem , który zniszczył jej życie . Próbowała mnie usunąć , ale jej na to rodzina nie pozwoliła . Zakochała się w jakimś gościu , on jej zrobił dziecko i spieprzył . Ona popadła w depresje . Miałam 2 lata jak zmarła . To może nawet lepiej – moje słowa zaskoczyły go – jak miałam 3 miesiące chciała mnie wyrzucić przez okno . Za każdym razem , gdy byłam mała i chodziłam do niej kazała zabrać ciotce tego „bachora „ . Po jej śmierci ciotka była moim prawnym opiekunem . Miała mnie w dupie, dlatego tak szybko się zgodziła.

- Od kiedy trenujesz ? – zmienił temat .

- Od próby gwałtu – odpowiedziałam.

- Od czego ? Kiedy ? – pytał zaszokowany .

- Gdy miałam 11 lat ktoś próbował mnie zgwałcić. Nie udało mu się to bo wbiłam mu nóż w serce..... Od tamtej pory trenuje , żeby nikt nie mógł mi zrobić krzywdy – oczy mi się trochę zaszkliły , ale otrząsnęłam się w porę .

Było już dość ciemno i chłopak tego nie zauważyłam . Przysunął się i mocno mnie przytulił . Siedzieliśmy tak z 3 minuty .

- Cieszę się , że na Ciebie trafiłem – wyszeptał mi do ucha .

Później wszystko odeszło w niepamięć . Wracając znowu mieliśmy dobre humory i śmialiśmy się całą drogę .

Po powrocie od razu położyliśmy zrobił kolację i poszliśmy spać.
 

 
- Wstawaj . Jesteśmy na miejscu – z mojego snu wyrwał mnie osobniki otwierający pojazd. – Wysiadka.
Od razu po otwarciu drzwi uderzyła we mnie fala świeżego powietrza i słychać było szum drzew? Ze zdziwienia przetarłam o czy i co zobaczyłam ? Las ? Tego to nawet ja się nie spodziewałam . Ta ich wielka „baza treningowa „ jest w lesie ? Dziki szkolą ,czy jak ?
Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka , chyba w moim wieku .
- To ty jesteś „ten" nowy ? – zapytał zdziwiony brunet .
- Nie „ten" tylko „ta" . To Cię zdziwko wzięło co nie ?
- Dla mnie jeszcze lepiej – uśmiechnął się łobuzersko .- Jestem Nathan . Od dziś jestem Twoim osobistym trenerem . Będziesz ze mną spędzać dużo czasu z naciskiem na „dużo" . A teraz chodź pomogę Ci zanieść twoje rzeczy do domu , w którym mieszkasz razem ze mną- i znowu ten uśmiech.
- Mam nadzieje , że jesteś silny i dasz rade .- powiedziałam i pokazałam mu ile tego jest .
-Spokojnie , mamy dużo czasu – zerknął na zegarek na ręku – W zasadzie mamy tylko godzinę , więc rusz swój zgrabny tyłeczek i chodź .
- Już idę . Skąd wiesz , że zgrabny jak stałam do Ciebie przodem ? – chwytałam dwie torby i zaczęłam się śmiać .
- Zgaduje . Przód masz fajny , a tył pewnie jeszcze lepszy.
Po tych słowach obije zaczęliśmy się śmiać jak idioci .
- I ja mam z tobą mieszkać zboczuchu? Z takim napalonym wilczkiem ? – wydukałam po przez śmiech.
- Grrrr.... – i od nowa śmiech .
Szliśmy rozbawieni do jednego z domów . O dziwo nie wyglądał jak reszta . Ten był odrobinę większy od tamtych i biały . Reszta szara i bez tego czegoś .
Jesteśmy już przy drzwiach . Brunet kopnął je by otworzyć . Nie dziwie mu się . Też bym tak zrobiła ,gdybym miała tyle rzeczy wnieść na raz. Od razu po wejściu byliśmy w salonie połączonym z kuchnią .Większość w odcieniach szarości i bieli. Przeszliśmy przez salon. Weszliśmy w mały korytarz . Były dwie pary drzwi . Przeszliśmy obok jednych. ( to pewnie jego ) Doszliśmy do tych czarnych na końcu korytarza . Otworzył je takim samym sposobem jak wejściowe i delikatnie odłożył moje rzeczy.
- O wow...- weszłam tuż za nim.
Pokój jest wielki . Po prawej stronie duże łóżko .Na ścianie przy ,której stoi tapeta z napisem „ Nie dać się , nie bać się i zwyciężyć „ . Obok niego stolik nocny i znowu jakieś drzwi .Pewnie łazienka . Po lewej stronie biurko , regał z książkami i wisząca plazma . Na wprost duże okno z balkonem . Musze zobaczyć jaki mam widok ...
Z obserwacji wyrwał mnie chłopak .
- Wnosząc po twojej początkowej reakcji podoba Ci się . – pokiwałam głową – Siadaj to ci trochę opowiem – pokazał na łóżko . Jak kazał tak zrobiłam . On usiadł okrakiem na krześle przy biurku.
- Jak już wiesz będziesz tu trenować . Z tego co wiem już trochę umiesz , więc będzie nam łatwiej . Mówiłem Ci na początku , że będę twoim trenerem . Oczywiście to się zgadza , ale do pewnego czasu . Dopóki nie będziesz w pełni gotowa , żeby rozpocząć naukę z innymi . Mieszkasz tu ze mną z jednego powodu . Miedzy innymi jesteś jedna z dwóch dziewczyn , a reszta to napaleni faceci , którzy mogli by zrobić Ci krzywdę . Rozumiesz ?- kiwnęłam głową na znak , że rozumiem , a on kontynuował –Mamy surowe zasady . Za zdradę , albo nieposłuszeństwo śmierć. Nikt nie może wiedzieć gdzie jesteś . Na misje przyjdzie czas . Tu masz wszystko co potrzebne – pokazał na pokój – Tu garderobę – wskazał na drzwi , których nie zauważyłam – i łazienkę . Z racji tego , że młoda z Ciebie dupa to będziesz miała normalne lekcje jak w szkole . Dojdą Ci dwa języki : Hiszpański i Rosyjski . Trochę więcej informatyki i matmy , ale dasz sobie z tym rade – uśmiechnął się – To już chyba na tyle . Jakieś pytania ?
- Bo to jedno ..- powiedziałam – Czyli już nigdy nie wrócę do domu ?
- To zależy od wielu rzeczy .
- Jakich ?
- Jakie będziesz robić postępy i czy będziesz godna naszego zaufania .
- Kto tu rządzi ? Tylko nie mów , że ten dupek , z którym przyjechałam ..
- Hahahahah – tylko to usłyszałam zamiast odpowiedzi .
- Co Cię tak śmieszy ?
- Po części ten „dupek" rządzi , a po części ten facet co Cię tu sprowadzi , ale on jest tylko od większych akcji .
- O matko i córko jak ten dupek rządzi to tragedia – złapałam się za głowę z sztucznym przerażeniem .
Chłopak znowu się zaśmiał . Co w tym śmiesznego to ja nie wiem.
- A tym razem co ?
- A nic- powiedział nadal się śmiejąc – Trochę mnie śmieszy jak mówisz o moim bracie .
Moje oczy zrobiły się dwa razy większe niż zwykle . Kopara mi opadła , a jego, moja reakcja bawiła bo zrobił się czerwony ze śmiechu .
- Yyyyy.... – próbowałam coś powiedzieć - Ups... - tylko tyle dałam rade . Nadal z zdziwioną miną.
- Dobra pośmialiśmy się ? No to teraz idziemy .Podnoś dupę i chodź za mną . – zrobiłam jak kazał.
Już byliśmy na zewnątrz . Szliśmy do kolejnego białego domu , ale teraz o wiele większego od „naszego". To pewnie jest miejscówka szefa .
- Panie przodem – otworzył mi drzwi Nathan . Tylko skinęłam jak na księżniczkę przystało i weszłam .
W tym domu królowała biel . W salonie siedziały 3 osoby . Dupek , szefu i jakaś laska . Wystarczyło , żeby się na mnie spojrzała i już wiem , że jej nie lubię.
- Jesteśmy – powiedział Nathan siadając na kanapie i dając mi tym samym znak bym zrobiła tak jak on. Wygodnie się rozsiadłam . Zapadła niezręczna cisza. I kto musiał ją przerwać ? No oczywiście , że ja..
- Po co to wszystko ? – zapytałam.
Bracia i laska wymienili się spojrzeniami .
- Już Ci to tłumacze – odezwał się szef – Po tym jak zabrałaś pendriva
- Nic nie zabrałam . To samo się u mnie znalazło – przerwałam mu.
- Kontynuując jak on znalazł się u Ciebie mieli Cię znaleźć , zabić i zabrać . Coś mnie podkusiło , żeby jechać z nimi i dobrze , że tak się stało . Na początku byliśmy u Ciebie w domu , ale Cię nie było .Twoja ciotka powiedziała nam gdzie Cię znaleźć . Swoją droga naiwna z niej kobieta.... Wracając .. Moi ludzie dopadli Cię na moście . Zaskoczyło mnie to , że zaczęłaś się bronić . Tylu mężczyzn nie dało rady jednej 17-latce . Twoja odwaga i zdolności zrobiły na mnie wrażenie . Do tej pory udało to się tylko Tobie. Gdy zaczęłaś uciekać wkroczył mój syn – wskazał ręką na dupka na co tylko prychnęłam – powiem Ci , że nieźle wjechałaś mu na ambicje swoimi słowami . I znowu ta twoja odwaga . Chciałaś żeby strzelił , ale od razu dodałaś , że on na tym straci . Znowu mnie zaskoczyłaś .Trochę znam swojego syna i wiem , że miał zamiar Cię zabić. Gdy miałaś lufę przy głowie wpadłem na pomysł żeby zrobić z Ciebie agenta , dlatego wkroczyłem . A przy reszcie już byłaś .- skończył
- A nie lepiej było poprosić ? – zapytałam , chociaż wiedziałam , że to zabawnie brzmi .
- Hahaha – mężczyzna się głośno roześmiał , a reszta miała miny jak ja paręnaście minut temu.
- Tacy wielcy agenci , a nie wiedzą , że istnieje coś takiego jak rozmowa , pff..- stwierdziłam pół żartem , pół serio . A on znowu się roześmiał . Miny tamtych ..... niezapomniane .
- O tym nie pomyślałem . Wybacz . – taki twardy , a zarazem taki miętki . – Moich synów już znasz. To jest Natasha . Jesteście tylko dwie w całym tym obozie. Jest dobrym agentem i jednocześnie narzeczoną mojego starszego syna Nicka .- zrobiłam minę typu „nie interere mnie to „- ale ty już jesteś od niej lepsza , więc tylko tak dalej .
Tyma razem to ja się zaczęłam śmiać , a on się tylko uśmiechnął, za to ta lalunia spojrzała się na mnie morderczym wzrokiem .
- Nathan pewnie już Ci większość wytłumaczył . Twoje obowiązki . Walkę wręcz będziesz miała na zmianę z Nickiem , a Nathanem . Ale na początek ten młodszy bo starszemu jeszcze krzywdę zrobisz –śmiech - To wszystko , możecie iść .
Razem z moim trenerem wstaliśmy i wyszliśmy . Było już ciemno . Przez chwilę szliśmy w ciszy , ale to tylko przez chwile ..
- Dawno nie słyszałem jak ojciec się śmieje – przerwał – i jeszcze nikogo nigdy nie chwalił .Co ty z nim zrobiłaś ? – zapytał dość poważnie .
- Pokazałam mu , że mam charakter i tylko tyle .
- Polubił Cię ,tak samo jak ja – w ciemności widziałam jak się szczerzy .
Nareszcie doszliśmy do domu . Rzuciłam się na kanapę . Mój towarzysz zrobił tak samo .
- To może jakaś kolacja ? – zapytał .
- Jasne . Co zrobisz ? – ten mój łobuzerski uśmiech .
- Ja ? Myślałem , że ty zrobisz za to, że Cię przygarnąłem – znowu się szczerzy .
- Dobra – zgodziłam się i zwlekłam z kanapy –Lubisz kanapki ?
- Tak i do tego w lodówce jest moje piwo . Jakbyś mogła....
Zrobiłam kanapki , wzięłam jemu piwo , a sobie herbatę i poszłam położyć wszystko na stolik .
- Smacznego – powiedziałam kładąc je , jak kelner na szklanym stoliku .
- Dobra , dzięki . Zaczynajmy bo jestem mega głodny .
Brunet bardzo szybko jadł . Matko jedyna jaki on ma pojemny żołądek .
Kanapki się skończyły ,a ten pasibrzuch opadł na kanapę .
- Dobre papu ? – zapytałam ze śmiechem .
- Mniam . Jutro robisz śniadanie . – jestem tu jeden dzień , a już robię jako gosposia , no supi .
- Dobra , ale ty robisz obiad .- stwierdziłam . – Oglądamy coś ? Może horror , akcja czy – jego mina mówiła : „ tego nie „- bajka ? Dobra oglądamy „Krainę lodu „
Jego oczy , aż błysnęły .
Zaczęło się .
Chwile oglądamy . On popija piwo i chyba mu się nudzi , ale mam na to sposób ..
- Nathan ! – krzyknęłam .
- Co ? – podskoczył wystraszony .
- Ulepimy dziś bałwana ? – słodkie oczka , głupia mina i chłopak płacze ze śmiechu . Cel osiągnięty .
Oglądamy dalej . Spodobało mu się . Aż tu nagle...
- Mam te moc , mam te moc – wskoczył na kanapę z butelka po piwie i zaczął śpiewać.
No ja nie mogę ze śmiechu . Boli mnie brzuch i twarz od tego chichrania się .
- Dobra Elza złaź i idziemy spać – kończę to zabawę na dziś . Pora iść spać . Jest w końcu 23:30.
- Ejjjj ..ja tu się dopiero rozkręcam – strzelił focha – Dobra , idziemy do swoich krain snu . Pewnie jesteś zmęczona , a jutro o 7 pobudka i śniadanie mi robisz .
- Pamiętam . Lubisz naleśniki ?
- Naleśniki ? Matko jak ja się cieszę , że ty ze mną mieszkasz – podbiegł do mnie i podniósł .
- Też się cieszę , że na Ciebie trafiłam , ale minus do uziemienia – powiedziałam wskazując mu żeby mnie postawił . Zrobił to o co go prosiłam .
- Dobranoc Mi – pierwszy raz użył mojego imienia ,
- Dobranoc Elza – uśmiechnęłam się i rozeszliśmy się do swoich pokoi .
Weszłam do siebie i wyjęłam z walizki „piżamę „ . Teraz tylko szybki prysznic i lulu .
Po skończonych czynnościach wskoczyłam od razu pod kołdrę .
Ten dzień nie był taki zły . Coś mi się wydaje ,że znajdę tu to czego szukałam ...
Czy będzie mi tu łatwo ? Nikt mi tego nie gwarantował , ale wiem , że na pewno będzie warto .

 

 
Idę ciemnym lasem . Moje płuca wypełnia ostry wiatr. Czuje siłę i wolność jakiej jeszcze nigdy nie czułam .Słyszę tylko szum drzew i łamiące się gałęzie przez porywisty wiatr . Energia tego miejsca sprawia , że przez całe moje ciało przechodzi dreszcz …… Nagle miejsce , które dawało mi siłę w jednej chwili zmieniło się w pułapkę bez wyjścia. Drzewa się łamały w pół. Wiatr jakby chciał mnie udusić swoja siłą . Próbowałam się wydostać. Ziemia pochłaniała mnie całą …. Korzenie drzewa oplotły się wokół mojej piersi , zaciskając tak mocno , że z każdą minutą czuje jak moje serce zwalnia 1……………….2…………………..3…………. ZWALNIA ……………….. ZWALNIA…………..BOLII ……… Nie poddam się . Będę walczyć . Ból jest nie do opisania . Coś rozrywa mnie od środka . Upadłam na kolana. Trzymam się za serce . Ciemna postać stoi przede mną . Nie mam sił ale podniosę głowę .
- Nie powinno Cie tu być . Jesteś nic nie wartym bękartem. – kopnęła mnie w brzuch .
Zatoczyłam się i zwijałam się z bólu . Ale się nie poddam . Jestem silna . Podnoszę się . Moje nogi drżą.
- Musisz umrzeć . Nikt Cię nie pokocha . Zabije Cię . Słyszysz ? Zabije Cię . Tak jak było w planie . Bez Ciebie wszyscy będą szczęśliwi. - znowu cios .
Moja własna matka mnie chce zabić. Leże bez siły . W włosach mam liście , twarz zakrwawioną , serce pęknięte na pół jakim cudem ja jeszcze żyje ? Tego nie wie nikt.
Kobieta z nienawiścią i śmiercią w oczach podchodzi do mnie .
- Zgiń….- wbija we mnie nuż.
Wykrwawiam się . Całe ciepło ze mnie upływa , całe życie .
……………………………………
- Niee…….- podniosłam się z łóżka zlana potem. Złapałam się za serce szukając naszyjnika . Znowu ten sam sen .
- To tylko sen – wyszeptałam sama do siebie i ułożyłam się powrotem do łóżka , nadal trzymając naszyjnik z pendrivem.
Zamknęłam oczy . W myślach nadal sobie powtarzałam , że to tylko zły sen. I zasnęłam .
Obudził mnie powiew wiatru. Moja ciotka jest w domu , czyli jest niedziela . W jednej sekundzie powróciło do mnie to co się stało w nocy.
Wyszłam z mojego cieplutkiego łóżeczka i poszłam do łazienki się ogarnąć. Dziś postawiłam na czarne Leginy i tego samego koloru bluzę . Włosy związałam w niedbałego koka i zeszłam na śniadanie. W kuchni już siedziała moja ciotka pijąc kawę i przeglądając jakieś papiery .
- Dzień dobry Miro .- odezwała się pierwsza. Nawet nie wychyliła się za gazety. To do niej podobne .
- No cześć – odpowiedziałam bez żadnych emocji .
- Masz jakieś plany na dziś ?
Po co pyta jak i tak jej to nie obchodzi ?
- Zjem coś i idę na most .
Nic nie opowiedziała , tylko kiwnęła głową .
Wyjęłam jajka , mleko i warzywa z lodówki i wzięłam się za przygotowywanie omletu . Gdy już był gotowy wyjęłam talerz z górnej szafki i delikatnie przełożyłam . Usiadłam przy wyspie kuchennej , nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki i zaczęłam pałaszowanie . Siedziałam , jadłam i wpatrywałam się w widok za oknem . Po skończonym posiłku odłożyłam naczynia do zmywarki ,poszłam się ubierać i wyszłam.
Droga na most , konkretniej mosty ( są dwa w jednym miejscu) była bardzo prosta bo był to wjazd do miasta . Skrócona wersja drogi prowadziła przez park . Więc tamtędy poszłam . Pierwszy most był zielony . Była to główna droga przejazdowa . Jak się kończyły barierki była mała drużka na wale , z której szło się na ten drugi . Nie wiem kto wymyślił dwa mosty obok siebie z czego jeden jest nie przejezdny . Jest wąski , metalowy i najlepszy do przemyśleń . Może po nim przejść tylko człowiek , ale i tak nikt z niego nie korzysta .
Będąc już na miejscu usiadłam między barierkami . Nogi zwisały mi nad rzeką . Miałam idealny widok na ludzi , którzy wyjeżdżali i wyjeżdżali . W słuchawkach słychać było tylko piosenkę Justin Bieber -Love Yourself. Moje myśli były skierowane na wczorajszą noc . * gangi , strzelanina , ,morderstwa , rana na brzuchu , pendrive* Gdy pomyślałam o tym ostatnim automatycznie złapałam naszyjnik . Mój sen już odszedł w niepamięć . Myśli znikały , a ja nuciłam sobie :

Cause if you like the way you look that much
Oh baby you should go and love yourself
And if you think that I'm still holdin' on to somethin'
You should go and love yourself
Cause if you like the way you look that much
Oh baby you should go and love yourself
And if you think that I'm still holdin' on to somethin'
You should go and love yourself
Z transu wyrwał mnie głośny , warkot silników . Przez główny most przejeżdżało 6 czarnych aut terenowych . Jechali bardzo szybko . Chyba czegoś szukają .
…. W tamtym momencie nie skojarzyłam faktów … i to był mój błąd…….
Wróciłam z powrotem do słuchania muzyki . Nie minęło 15 minut , a już wracali . Ten warkot słychać już było przed wjazdem na most .Byli coraz bliżej . Dźwięk był bardzo wyrazisty, chociaż ciągle słuchałam muzyki na maxa.
Już było ich widać . Jechali z jakieś 180km/h . Byli na wprost mojej osoby. Nagle auta gwałtowanie zaczęły hamować . Rozstawili się w pół okręgu odcinając mi drogę ucieczki. Z aut wyskoczyło po pięciu nieuzbrojonych facetów. ( tylko z jednego nie )
- Cholera! – gwałtownie zeskoczyłam z barierki .
Oni biegli w moją stronę .
Jeden rzucił się na mnie . Przerzuciłam go przez siebie i obmyślałam plan ucieczki . Nadbiegali następni .
-A może pogadamy ? – zapytałam z nadzieją , że to coś da ,ale na marne .
Kolejny się na mnie rzucił . Szybkim zdecydowanym kopnięciem dostał w wątrobę i upadł skręcając się z bólu .
- Nie to nie. Chciałam po dobroci .- oznajmiłam coraz bardziej zła . Ja się tak łatwo nie dam .
Podbiegało czterech . Jeden trafił pięścią w moja rana na brzuchu .
- Aaa…- wydałam z siebie stłumiony dźwięk bólu .
Nagle ten sam osobnik postanowił dokończyć swoje dzieło i podciął mi nogi . Opadłam na kolana . Szedł do mnie z triumfalnym uśmiecham . Był zbyt pewny siebie . Jego bark zrobił ruch z zamiarem walnięcia mi z prawego sierpowego . Spięłam mięśnie i szybkim , zwinnym ruchem podskoczyłam w górę , blokując mu przy tym cios. Jego dezorientacja dała mi przewagę . Nie czekając długo oddawałam mu serię ciosów . Po uderzenie w splot słoneczny upadł bezwładnie na ziemię . Z paroma innymi poszło łatwiej . Mieli wielką przewagę liczebna nade mną . Ci co dostali na początku zaczęli się podnosić i atakowali mnie znowu . Ta walka nie miała sensu . Z każdą chwilą coraz bardziej opadałam z sił , ale się nie poddawałam . Ostatnim rozwiązaniem była ucieczka .
Przerzuciłam jednego i zaczęłam uciekać ile sił w nogach . Byli tym zaskoczeni bo dopiero po chwili zaczęli mnie gonić. Miałam już plan w głowie . * wydostać się z mostu , pobiec ile tylko fabryka dała , skręcić do parku . On tak wielki , ze na bank mnie nie zdają *
Już byłam blisko . Mijałam ostatni samochód , nagle trzask .
-Kurwa- krzyknęłam upadając na ziemię .
Ktoś mnie zatrzymał otwierając drzwi . Leżałam na ziemi, a przede mną stał wysoki brunet. Może miał z 18 lat . Oczy i jego ostre rysy twarzy oznaczały , że mam przejebane.
- A to co ? Księżniczka już nas opuszcza ? – mówił do mnie, a ja nadal leżałam na ziemi .
Tamci zdążyli dopiec i okrążyli mnie dookoła .
- Hahaha język Ci ucięło ? A ostatnio taka wyszczekana byłaś. – zaśmiał się .
Posłałam mu tak wrogie spojrzenie , że jakby wzrok umiał by zabijać już by leżał martwy . Próbowałam wstać nadal trzymając się za brzuch . Opatrunek , który miałam przepuścił i miałam krew na dłoniach . Po mimo bólu wstałam .
- Nic mi nie ucięło . Zastanawiam się jakim to trzeba być idiotą żeby nasłać na zwykłą 17-latkę tylu ludzi …
Moje słowa chyba go uraziły , bo uśmieszek zszedł mu z twarzy , więc kontynuowałam :
- Tak się mnie boisz , że sam siedziałeś w aucie ? Nieuzbrojona , jedna nastolatka hahaha.
Teraz to ja się uśmiechałam . Złość , aż z niego kipiała . Stałam i patrzyłam się na niego . Wyciągnął pistolet .
Toż kurwa wpadłam . A mówili mi „Mi , nie doprowadzaj innych do furii „ a ja głupia nie słuchałam . Teraz mam … wściekłego gangstera i lufę przy czole .
- No strzelaj . Na co czekasz ? Zabij mnie . Tylko pamiętaj , że wtedy nie znajdziesz tego czego szukasz – mózg mi podpowiada , że mam się zamknąć, ale ciało robi co innego .Marny mój los.
Już odbezpieczał broń . Tylko czekałam na strzał .
Fajnie się wam opowiadało . Moje najcenniejsze rzeczy przepisuje Ninie . Niech ma coś po mnie . Jak ktoś to będzie czytał niech pozdrowi moją ciotkę . Połowę mojej firmy sprzedać , a kasę na schroniska dla psów. Chce czarny nagrobek i niech ktoś napisze „ żyła, walczyła i zginęła „. No to chyba na tyle. Pa.
3……………………………………2………………………………….1……………………………….. STRZAŁ
O kurwa ja żyje Otworzyłam oczy i ukazały mi się dwie postacie . Ted dupek co chciał mnie zabić i dobrze zbudowany mężczyzna . Miał na oko 40-45 lat .Włosy czarne i parę siwych. Był w garniturze ,ale widziałam dwa pistolety .Na pierwszy rzut oka było widać , że on tu rządzi . Silny , twarz bez emocji .
- Co ty robisz ? Już było by po kłopocie .-Zdenerwował się brunet.
Ten tylko się spojrzał i wyciągnął do mnie dłoń .
- Chodź – powiedział łagodnie .
Wszyscy razem ze mną byli zdziwieni .Mina tego dupka niezapomniana . Chyba mu zdjęcie zrobię . ( żart)
Nieufnie podałam mu dłoń , a on otworzył mi drzwi do auta i kazał wsiąść , zapiąć pasy i się nie bać .
Wsiadł też nadal zdziwiony brunet . Reszta porozchodziła się do swoich aut . Facet wykręcił i wracaliśmy z powrotem do miasta . Tamci pojechali w przeciwnym kierunku .
Ciekawe co on kombinuje ?Najpierw uratował mi dupę wybijając tamtemu broń z ręki , a teraz nie chce mnie nigdzie wywieść . Dziwne………………
Jechaliśmy w zupełnej ciszy . Ja nadal się trzymałam za krwawiący brzuch .
Nawet się nie spostrzegłam kiedy dojechaliśmy DO MNIE pod dom .Teraz to ja już w ogóle zgłupiałam . Wysiadłam i poszliśmy do domu .
- Wróciłam ! – Krzyknęłam zamykając drzwi .
- Mi szukali Cie jacyś panowie – powiedziała ciotka wychodząc z kuchni . – O właśnie Ci- zatrzymała się i pokazała na dwóch mężczyzn stojących za mną.
- Witamy ponownie – ukłonił się starszy i pocałował kobietę w dłoń. Dżentelmen .
-Zapraszam do salonu – wskazała całą czerwona dzioteczka.
Chcą nas zabić w domu ? Przecież to głupie bo sąsiedzi ich widzieli …
Szłam i myślałam . Wszyscy się rozsiedli . Ja i dupek milczeliśmy .
- Może coś do picia ? – zaproponowała Ciotka .
- Nie , dziękujemy . My tu oficjalnie .- przerwał – Chciałbym zaproponować Mirze stypendium i wyjazd na uczelnie .
W tym momencie kopara mi opadła . Ale nie tylko mi….
- Wracając – chrząknął – Mira jest bardzo zdolna uczennicą . Długo wybieraliśmy ucznia z jej szkoły i padło na nią . Uczy się bardzo dobrze , uparta , ambitna , trenuje….- oj jaki kaszel mnie napadł ….
- Wszystko w porządku Miro ? – zapytała zaciekawiona ciotka .
- Tak , tak tylko chyba się trochę przeziębiłam – mówiłam patrząc się wrogo na mężczyznę .
Chyba zorientował się o co chodzi.
- No dobrze . Mówił pan coś o treningu ?
- Ach tak… źle się wyraziłem , przepraszam. Chodziło mi o to , iż jak coś jej nie wychodzi to ćwiczy. Dąży do perfekcji . Takich osób potrzebujemy .- wybrnął .
- Rozumiem . Ja się zgadzam . Kiedy i gdzie mam ja przywieźć ?
Ta baba wszystko zrobi ,żeby tylko pozbyć się problemu .
- My ją dziś zabierzemy . Proszę tu są papiery – mówił wyciągając dokumenty z teczki – Musi pani podpisać , że teraz to ja będę jej prawnym opiekunem .
No nie wyrobię . Podpisała. Nic jej nie wydało się dziwne . No zakochała się . Tylko czemu ja na tym cierpię . Nawet dziecko zorientowało by się , że do kłamstwo . A Pani adwokat nie może . Po co ona studiowała ….?
- Nick , weź Mirę i pomórz jej się pakować.
To Dupek ma na imię Nick . Ja jednak wolę to pierwsze.
Zszokowana poszłam z nim na górę .
Wpuściłam go do pokoju . Stał i się patrzył , a ja w między czasie spakowałam rzeczy z łazienki .
- Po chuj to wszystko ? – zapytałam zdenerwowana . – Ja wam do główno oddam , nawet nie wiem jakim sposobem znalazło się u mnie .
- Jakby to ode mnie zależało już byś nie żyła
Chociaż szczery .
Po 30 min już byłam spakowana . Sama se poradziłam bo ten buc nawet nie raczył mi podać szkicownika , który leżał za nim .
Czekaliśmy już przed autem jak Dupek wpakuje moje rzeczy . Dobrze , że tyle tego mam .
- Będę tęsknić – mówiła podchodząc do mnie ze zamiarem przytulenia .
Zrobiłam krok to tyłu , a ona się zatrzymała .
- Nie rób szopki . Cieszysz się , że pozbywasz się problemu . Nawet nie zainteresowało Cię moje zdanie albo jaka to szkoła . Tylko pamiętaj , że jak skończę 18 lat to połowa firmy i tak jest moja . – mówiłam odchodząc – A i tak przy okazji … Teraz już nie zarządzasz całą firmą . Od tej pory moją połowę ma ten pan – powiedział wskazując na czarnowłosego - Zrzekłaś się tego podpisując tamten papierek . Pa – Machnęłam jej ręką na pożegnanie i wsiadłam .
Stała jak lodowa rzeźba . Coś mówiła do mężczyzny ( chyba nawet krzyczała ) ale on jej ni słuchał i wsiadł do auta z uśmiechem . Odjechaliśmy .
- Ładnie to rozegrałaś .- odezwał się staruszek .
- Jakoś trzeba było jej przekazać , że ją w chuja zrobiłeś . To nie jest szkoła prawda ?
- Hehe. Nie to nie jest szkoła . To baza treningowa . Od tej pory będziesz jedną z nas .
- Jedną z nas ? – powtórzyłam .
- Tak , jedną z nas. Mordercą , hakerem , szpiegiem , agentem . Za zdradę grozi Ci śmierć . Za dwa dni zaczniesz treningi .
- Co będę trenować ?
- Strzelanie i walkę wręcz .Chociaż to drugie to potrafisz . Musze Cię pochwalić …. Bardzo dobrze poradziłaś sobie z moimi ludźmi . A nad strzelaniem się popracuje .
- Ona umie strzelać .- Wtrącił się chłopak .
- Nie zrozumiem
- Zdałem Ci raport z akcji . Tam wszystko było .
- To jest ten X , który walczył z wami ? – pytał , pokazując palcem na mnie .
Brunet tylko kiwnął głową .
Teraz zauważyłam podobieństwo . To ojciec z synem .
Mam być zabójcą ? Mam jeździć na akcję ? Toż to dramat .
- Coś mi się wydaje , że dużo zwojujesz .- Tymi słowami skończyła się rozmowa na dziś .
Teraz długa droga przede mną . Czy podołam temu ? Jestem pewna , że tak.
Będę najlepsza ….. Zobaczycie….

  • awatar Soy valiente: @Gorzkie Żale: Z rodziną najlepiej na zdjęciu.. ale to nie koniec rodzinnych sytuacji... Gwarantuje to!! Tylko wystarczy poczekać :D
  • awatar Gorzkie Żale: No to cioteczka załatwiła dziewczynę, pozbyła się jej jak jakiegos przedmiotu, sprzedała jak w hurcie, szybko i skutecznie, "bez zbędnych pytań"... Sprzedajna bestia - za każdym razem by zrobiła pewnie to samo, bo wykształcenie ani doświadczenie niczego jej nie nauczyło...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Sobota .Piąteczek minął szybko i nie warto o nim opowiadać .
Dziś ta „wspaniała „ domówka . Nawet nie wiedzie jak się cieszę. Jestem mega podniecona . Ci ludzie , ta muzyka , alkohol i bzykanko gdzie popadnie . Zapowiada się genialnie . Nie mogę się doczekać . ( czujecie ten sarkazm ? )
Jest prawie 15 ... Pasowało by wstać i się ogarnąć . Za 4 godziny będzie po mnie Nina , a ja jeszcze śpię. W prawdzie nie należę do dziewczyn , które przed każdym wyjściem bawią się w tynkarza , ale jakieś pozory trzeba zachować .
Zabrałam się w sobie i zeszłam na śniadanie. Dom jest bardzo duży jak na dwie osoby.
Długie czarne schody prowadzące z góry do wielkiego salonu . Dom był urządzony zgodnie z moim gustem , bo po 18 miał być tylko mój . Tak samo jak połowa firmy , która prowadziła moja mama z ciotką . ( zanim posmakowała alkoholu )
W salonie najbardziej rzucała się w oczy moja własna twórczość , czyli wilka biała ściana ,a na niej mnóstwo cytatów . Motywujących , tych o życiu i zabawie , a wszystko w moim ulubionym kolorze , czyli czarnym . Na niej duża plazma , a naprzeciwko ciemna , skórzana kanapa , a przed nią szklany stolik . Może skromnie , ale co więcej do życia potrzebne ?
Kuchnia była urządzona identycznie . Królowała biel i czerń . Sprzęty , czarno-białe meble , biała podłoga ( jak zresztą w całym domu ) i wysepka , przy której zawsze jem śniadanie . Naprzeciw niej duże okno z widokiem na las. Gdy byłam mniejsza chodziłam do niego każdego dnia . Był tam mój staw. Nikt o nim nie wiedział . Chodzę tam w każdą rocznice śmierci mamy . Kochała to miejsce . Skąd to wiem ? Czytałam jej pamiętnik ..
Dlaczego tam chodziłam ? Zostawiła mnie , chciała mnie usunąć bo przypominałam jej o tym fagasie co rozkochał ją w sobie i zostawił w ciąży . Nie żyje 15 lat . Przez 2 lata mojego życia nie widziałam jej prawie w ogóle . Słyszałam tylko jak mówiła ciotce , żeby mnie od niej zabrała . Po śmierci mówili mi : „ Mira , mama cię bardzo kochała tylko nie potrafiła tego okazać „ . Kochała ? Nazywała mnie bękartem . To ich zdaniem znaczy miłość ? Z ciotka nie mieszka się źle , chociaż jest bardzo przewrażliwiona . Przypomina sobie o mnie , gdy coś się stanie . Nie wie o mnie nic . Ale to może nawet lepiej . „ ... Niech nie wie nikt!

Nie zdradzaj nic!
Żadnych uczuć ,
Od teraz tak masz żyć ! ..."
Nie umiem kochać . Nikt mnie nie nauczył . Uczuć nie okazuje i nie ufam nikomu na 100% . Nina jest najbliższą mi sobą , ale nawet przed nią mam tajemnice . Ale dość tych wspomnień. Ważne jest to co teraz , a nie to co było.
Zrobiłam sobie musli i koktajl z kiwi . Jedząc wpatrywałam się w las , aż z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu .
** Nina**
Będziemy po Ciebie o 18 : 30 . Nie zapomnij *
** ja *
Ok.
Nie chce na to jechać. Nie pije , nie palę , nie bzykam. To co ja tam będę robić ? (Ale czego nie robi się dla BF.) Skończyłam jeść , odłożyłam miskę do zmywarki i poszłam na górę .
Teraz tylko wybrać jakieś łaszki i z głowy .
Szybki wybór i decyzja podjęta . Czarne rurki , obcisła , tego samego koloru bokserka i czarna skórzana kurtka , a do tego oczywiście trampki w moim ulubionym kolorze . Zebrałam wszystkie rzeczy + bielizna i poszłam do łazienki . Szybki gorący prysznic, ząbki no i zaczynamy strojenie . Ubrałam się w to co przygotowałam . Wysuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone . No a teraz makijaż ... Oczy jak zawsze na ciemno , usta lekko pomalowane malinowym błyszczykiem i gotowe.
Jak już skończyłam to zorientowałam się , że Nina będzie za 10 min tu ze swoim bratem Lukasem . Ogarnęłam pokój ( żeby chociaż było widać łóżko ) , spakowałam telefon i klucze do kieszeni spodni , a oni już byli. Teraz tylko odbębnić , wrócić i lulu .
- Siema Stara ! Gotowa na balety ? – krzyczała Nina z auta , gdy zamykałam drzwi .
Szłam w ich stronę z sztucznym bananem na twarzy raczyłam jej odpowiedzieć :
- Gotowa jak zawsze !
-Cześć Lukas! – powiedziałam wsiadając .
- No hej.
- Cóż to za postęp ? Odpowiedziałeś mi . O wow !
-Pff.
Nie mamy zbyt dobrego kontaktu. Możliwe , że dlatego bo jest zapatrzonym w siebie dupkiem , albo jest też opcja nr. 2 , czyli dla tego , że jestem dla niego wredna . A zresztą loto mi to .
Jechaliśmy w ciszy . Nina poprawiała co 5 min makijaż , ale można się to tego przyzwyczaić .
Dojechaliśmy . Słychać było już muzykę .
- Wysiadać!- krzyknął ten buc .
- Dziękuję braciszku . Zadzwonię do Ciebie ,o której masz przyjechać . Pa
Pożegnała się i ruszyłyśmy . Gdy byłyśmy już w środku oczy facetów skierowane były na mnie i Nine . Ciekawi was dlaczego ..... Otóż ona miała mega krótką , różową sukienkę i do tego fajny tyłek , a ja byłam podobno najładniejszą dziewczyna w szkole... Podobno .
- Cześć dupeczki . Cieszę się ,że przyszłyście . Tam macie bar . Miłej zabawy kochane . – krzyknęła Emilly, żeby pokazać jak nas lubi . Ta dziewczyna jest gorsza niż szarańcza wrr...
- Dzięki – powiedziała Nina i poszłyśmy do baru .
Ona jak zwykle nie traciła czasu . 3 drinki ,taniec, kieliszek czystej , taniec. A ja siedziałam i piłam soczek pomarańczowy . Tylko raz z nią na początku zatańczyłam , ale ona po alko staje się „ odważna" i poszła bawić się z Tomem . Po 2 kieliszkach już się całowali. (szybcy są ) Później już mi znikła z oczu , a ja postanowiłam posiedzieć jeszcze 5 min i iść na spacer.
- Hej mała , jestem Tony . Zapamiętaj to imię bo zaraz będziesz je krzyczeć .- podszedł do mnie jakiś lowelas , już dobrze wstawiony i zjarany w chuj.
Gdy usłyszałam ten tekst wstałam , podeszłam do niego bliżej , spojrzałam mu w oczy ( było to trudne bo był ode mnie wyższy i dobrze zbudowany ). Po jego minie wywnioskowałam , że zaraz się na mnie rzuci .
- Mała to jest twoja pała skarpie , pa.- wyminęłam go i wyszłam z domu .
Dobrze znałam to miejsce ,więc postanowiłam , że pójdę na nogach do domu . Ciemno wszędzie ,ale się nie boje . Jeśli ktoś będzie chciał mi zrobić krzywdę to na własne ryzyko bo ja bronić się umiem . Szłam tak już z dobre 15 min. Trochę było zimno ,ale to tylko trochę.
Przechodziłam właśnie koło starej , opuszczonej willi .. już miałam iść koło cmentarza , aż nagle usłyszałam dwa strzały .
- O kurwa! – zabluzgałam pod nosem bo dobrze wiedziałam co to znaczy .
2 strzały oznaczają , że jest wojna gangów i lepiej spierdalać gdzie się da . Zrobiłam krok do tyłu , ale już byłam na przegranej pozycji bo za mną słyszałam parkowanie 7 czarnych aut terenowych . Przede mną pojawiło się dużo zakapturzonych facetów . Zaczęła się strzelanina . Padło przy mnie 3 zakapturzonych . Starałam się stamtąd wydostać , ale to było bez sensu . Ze wszystkich stron leciały strzały . Nagle czyjeś silne ręce pociągły mnie za mur .
- Siedź cicho i się nie wychylaj , a może przeżyjesz .- oznajmił mi facet w czarnej kominiarce i kamizele kuloodpornej . Było widać , że ten jego gang ( czy jak to tam ) jest najwyższej ranki .
- Mam taki zamiar – burknęłam .
Wychylił się za muru i oddawał strzały . Wszystkie celne .
- Musimy się stąd zwijać .- powiedział
Kiwnęłam tylko głową .
- Idź za mną .
Robiłam posłusznie to co mi mówił . Nagle strzał . Oberwał w ramię . Krew tryska mu z rany.
- No zajebiście.- powiedziałam sama to siebie , ciągnąc go za mur .
Zdjęłam z siebie bokserkę i zrobiłam z niej opaskę uciskową . Zarzuciłam na siebie kurtkę bo w samym topie sportowym mogło by być zimno . Związałam włosy w kucyka i zaczęłam czegoś szukać po ziemi . Cały czas mi się przyglądał .
- Znalazłam.- oznajmiłam podnosząc jego broń z ziemi.
Nachyliłam się nad nim i zaczęłam go macać . Nie no żart..... wiem nie udany . Wracając..
Wyjęłam z kabury kolejny pistolet i przeładowałam.
- Możesz mi powiedzieć co ty do cholery robisz ?- wreszcie się odezwał .
- Staram się ratować nasze dupy. Nie widać ?
- Dziewczynko to nie pokaz mody tylko strzelanina . Przecież oni zrobią z ciebie sito .- zaśmiał się . Nie znam go ,a już go nie lubię.
- Zamknij ryj i leż tu .
Coś jeszcze do mnie mówił , ale ja już wszyłam za muru i kierowałam się w stronę koszy. Tam będę miała dobra widoczność . Widzę , że jeden do mnie mierzy . Byłam szybsza . Trzask i ma kule w głowę . Jeden i drugi to samo . Byłam już przy koszach . Zostało ich niewielu.
- Kurwa , nie mamy już naboi ! – krzyknął jeden do drugiego .
- Ostatni magazynek .
Ha bingo . Mam ich . Przed sobą mam tylko dziesięciu . Z resztą tamci se poradzą, a ja się zajmę tymi .
Ciekawi was pewnie skąd 17-latko potrafi strzelać ? Ma sie te zdolności .
Oczywiście żartuje . Nie był to mój pierwszy raz z bronią . Mój wujek też był w gangu i trochę mnie szkolił . Oczywiście zanim wysadzili jego dom z nim w środku .
3 już wącha wiatki od spodu . Jeszcze tylko 7 . Oni nie mają już naboi , a ja tak.
Aż tu nagle :
- Cholera !– broń mi się zacięła . Żeby to ....
- No to się zabawimy. – powiedziałam odrzucając popsuty badziew za siebie .
- Haha co ty nam możesz dziewczynko zrobić ? Podrapiesz nas? – Zaśmiał się jeden .
- I tak tego nie dostaniesz .– podniósł drugi rękę , w której trzymał małego pendriva.
Czemu ci faceci to tacy debile ? Ja się pytam co za inteligent pokazuje coś bardzo ważnego , o co toczy się ta cała walka od tak sobie ? I jeszcze chowa to do kieszeni . Przecież to trzeba być totalnym pacanem . No ale chociaż wiem o co się bije .
Dobrze , że zabrałam „ mojemu wybawcy „ noże .
Pobiegło do mnie dwóch bez broni . Czyli walka wręcz ... jak ja się cieszę
Jeden dostał z pół obrotu i leży nie przytomny pod murem , a drugiemu leci krew z nosa przez moje kolanko . ( tak wiem , że krew z nosa to nic ,ale on stara się ją zatamować ,a ja idę do reszty) . Tamci to szybko odpadli . No dobra został jeden . Miał nóż i pendriva.
- No chodź maleńka.
- Jak sobie życzysz .
Podbiegłam do niego . Zaczął na początku okładać mnie pięściami , za co nie byłam mu długo dłużna .
Wyjął nóż i zrobił mi ranę na gołym brzuchu .
Dotknęłam jej . Na szczęście nie była głęboka .
- No to teraz mnie wkurwiłeś - powiedziałam zła jak nigdy .
Szybkim , wysokim kopnięciem wybiłam mu broń z ręki . Podbiegłam i wyskoczyłam z jego lekko ugiętego kolana w górę . Tylną część kolana miałam na jego szyi i całym swoim ciężarem obaliłam wielkoluda na ziemie .
- Jakieś ostatnie życzenie ? – zapytałam i skręciłam mu kark .
Wstałam , otrzepałam się i usłyszałam głosy gangu „ dla którego „ walczyłam .
Nie myśląc długo zaczęłam uciekać . Biegłam z dobre 4 km , aż zatrzymałam się żeby złapać oddech i wsłuchać się .
Wstrzymałam powietrze 1....2....3..... nic nie słychać. Unormowałam oddech i szłam w stronę domu , w którym miałam zamiar być już 3 godziny temu. Zostały mi jeszcze 2km . Było bardzo zimno , a ja w samej kurtce . Włożyłam ręce do kieszeni i nagle coś poczułam ...
to był pendrive. Ten , o którego się zabijali . Mam go ja , a nie oni . Jak to się mogło stać ?
W głowie 1000 myśli na sekundę . Strach , zdziwienie i jeszcze raz zdziwienie .
- Jak mnie znajda to zabiją – powiedziałam szeptem do siebie , stojąc już przed swoją bramą .
Weszłam do domu tak cicho jak tylko mogłam . Na szczęście ciotka spała . Przesmyknęłam się jak myszka do siebie do pokoju i zamknęłam . Postanowiłam wziąć prysznic. Zabrałam piżamę , czyli męską koszulkę i bokserki . Rozebrałam się ,a brudne ciuchu wrzuciłam do kosza . Weszłam i odkręciłam zimną wodę. Zimny prysznic każdemu się przyda w trudnych sytuacjach. Czułam jak na moje ciało spadają zimne krople . Oczyszczały one mój mózg z myśli . Skończyłam i wyszłam . Wytarłam się mięciutkim ręcznikiem, opatrzyłam ranę i założyłam to co przygotowałam . Wróciłam do pokoju i od razu wskoczyłam pod kołdrę . Na szafce leżało to gówno przez , które jest tyle problemów .
- Musze to ukryć. – wyszeptałam
Wyjęłam spod koszulki długi naszyjnik z czarnym sercem i na łańcuszku zawiesiłam małe , czarne cholerstwo . Schowałam z powrotem pod koszulkę i nie czkając długo zasnęłam myśląc co przyniesie następny dzień .

 

 
Wiecie co to znaczy mieć pecha ? Ja wiem . Jestem Mira Black i troszkę wam o sobie opowiem . Mam 17 lat . Kocham taniec , rysunek, sport- zwłaszcza sztuki walki ( ustawki i te sprawy ) . Mówią , że typowa bad girl.
Ci co mnie znają wiedzą ,że tak nie jest – zalicza się do nich tylko Nina (moja BF) tak samo stuknięta jak ja. Potrafię być miła i koleżeńska , ale dla niektórych to naprawdę nie warto . Mam długie , ciemne włosy , niebieskie oczy i zajebisty charakter . ( jak już zdążyliście zauważyć ) No dobra koniec przynudzania o mnie ... To może od początku :

Październik , godz 6.30 , czwartek

Z mojego pięknego snu o jednorożcach wyrwało mnie małe cholerstwo stojące na stoliku nocnym , czyli mój budzik . Po 10 minutach drzemki postanowiłam wstać i ogarnąć się do szkoły . ...Szkoła ... co za debil to wymyślił ? .. ale wracając ..... Poranne czynności zostały wykonane w zawrotnej szybkości . Typu szybki prysznic. Teraz tylko jakieś łaszki .... No też właśnie .. JAKIEŚ . W swojej szafie mogłabym urządzić sporą domówkę , ale my nie o tym .. Po DŁUŻSZEJ chwili namysłu postawiłam na czarną bluzę i czarne rurki. ( taki już mój styl)
6.55 – jeszcze 15 min i lekcja Szybkie śniadanko , czyli płatki owsiane , czarne trampki , kurtka , słuchawki na uszy , telefon do kieszeni , torba na ramię i do szkoły . Z buta to tylko 7 min drogi ( tak ,liczyłam ) a więc ruszam . Szłam przez park . Słyszałam tylko piosenki lecące z mojego telefonu . Aż tu nagle ..
- Kurwa, idioto patrz jak łazisz – zostałam wywrócona . Jakiś debil w kapturze wyjechał mi z bara i jeszcze od tak se poszedł dalej. Dobra , dupa w górę i do szkoły .
O dziwo się nie spóźniłam .Zostały mi nawet 3 min zapasu .
Już szłam do szafki i nagle wyskoczył debil krzycząc :
- Siema Stara! – tak to była Nina , szczęśliwa jak zawsze .
- Siema Szajbusie . Zwijamy się z ostatniej ?
- A co mamy ?
- Historie
- To się zwijmy !
Miałyśmy wszystko już dogadane i poszłyśmy na matme.
Te lekcje to są jednak nudne . Tylko siedzisz , piszesz i czasami coś powiesz .

Kończyła się właśnie 6 lekcja .

3..2...1.. DZWONEK . Pa pa szkoło.
Łaziłyśmy , śmiałyśmy się i wydurniałyśmy z bite dwie godziny . Wreszcie usiadłyśmy w parku na naszej ławce . Czemu naszej ? Bo są na niej nasze inicjały ( chyba logiczne ).
- W sobotę jest domówka u Emilly . Idziemy ?
- Do tego plastika ? Jak chcesz oglądać sztuczne lale to kupie ci Barbie . Chcesz ?
- No chodź . Tam będzie Tom. Wiesz jak mi się podoba ... zrób to dla mnie plissss...
Ten głupi rudzielec wiedział jak mnie przekonać . Wystarczy , że zrobi te swoje słodkie oczka ,a ja już się zgadzam ..
- Zgoda.....
- Mi , jest 16 !
- No i ? – zapytałam jak głupia. Po jej minie wywnioskowałam , że zaraz coś dowali i się nie myliłam...
- Dziś być czwartek . Ty lubić bić się po ryjach . Za pół godziny Mi mieć trening .
ZAPOMNIAŁAM!! Szybko zerwałam się z ławki ( nadal się śmiejąc z tego debila ) i pobiegłam w stronę domu krzycząc tylko:
- Dzięki i pa matole !
Coś jeszcze do mnie krzyczała ,ale ja już załączyłam 5 bieg i chwila moment byłam w domu.
Szybko wparowałam do kuchni . Wzięłam z lodówki swoją sałatkę i pomarańczowy sok . Szybko się najadłam , wbiłam do pokoju do torbę z rzeczami i szybko na hale . ( hala treningowa tez jest niedaleko mojego domu . To jest właśnie zaleta mieszkania z nadzianą ciotką . Czemu z ciotką ? Ojciec zwiał, gdy mnie zrobił , a matka zapiła się i oto tak jestem pod opieką swojej przewrażliwionej ciotki .)
Gdy już byłam na wielkiej , kolorowej hali 15 chłopaków skierowało swój wzrok na mnie . Jestem jedyną dziewczyną , która trenuje Kick-boxing i jedną z najlepszych zawodniczek. Wszyscy byli ode mnie starsi . O dziwo nie ma „gwiazd „ . Wszyscy to jedna , wielka rodzina . Ja , 15 moich „starszych braci „ i ojciec ( trener ).
- Chłopaki patrzcie nasza księżniczka się pojawiła !- krzyknął Eryk , gdy tylko mnie zobaczył .
- Cześć chłopaki . Co tam ?
Eryk już miał odpowiedzieć , gdy pojawił się „Ojciec „ i powiedział :
- Mi do szatni i zaczynamy . Ale ruchy ,a nie jak ślimak .
- Ma się rozumieć - zasalutowałam i poszłam się przeprać .
Zrobiłam to szybciutko i już po chwili rozciągałam się z innymi.
- Dziś trenujemy w parach . – oznajmił ojciec
- Mi jest ze mną ! – wybił się przed szereg Eryk
- Macie minutę i zaczynamy .
Eryk jest dla mnie jak prawdziwy, starszy brat. Ten 19-letni brunet jest troskliwym i zabawnym przyjacielem . Znamy się od 7 lat . Zawsze mnie wspierał i był przy mnie w trudnych chwilach . Wiem , że to brzmi jak z słabego filmu, ale właśnie tak było .
- Gotowy ? – zapytałam mojego sparingpartnera
- Zwarty i gotowy . Tylko nie w twarz .- zaśmiał się ten głupek jakby myślał ,że nie oberwie .
Zaśmiałam się w duchu i zaczęliśmy po woli wymieniać się ciosami . Dwa sierpy , unik , dwa sierpy łokieć . Z każdą minuta coraz szybciej . Byliśmy jak w transie .
- Dobra , a teraz przechodzimy do parteru. Mi będziesz teraz z Maxem . Zaczynamy .
Serio Max ? Nigdy nie byliśmy jako partnerzy . Nie wolno nam było . Jesteśmy najlepszymi zawodnikami ( nie chwaląc się ) . Jesteśmy równie uparci i nie dajmy za wygraną . Dlatego boją się nas łączyć w pary.
- Tylko nie gryź .
- Uważaj lalusiu żeby ząbki nie wyszły ci na spacer .
(te nasze żarty . Zgrywamy tylko pozory , że się lubimy ,ale tak naprawdę nigdy nie lubiłam tego zarozumiałego dupka , który co noc ma inną laskę)
Od razu narzuciliśmy szybkie tempo . Przez większość czasu on był lepszy , aż nagle chyba o czymś zapomniał. Miedzy innymi , że jestem zwinna i szybka. Zblokowałam mu nogę i ją wykręciłam . Chcąc nie chcąc odklepał .
- Ha wygrałam – powiedziałam dumna wstając z maty .
Spojrzał się na mnie wrogo. Ale co mnie to obchodzi . WYGRAŁAM
Szczęśliwa i zmęczona wróciłam do domu . Kolacja , prysznic i lulu.